oczy. I co dostrzegła? Ból. Cierpiał. Kto zadał mu ten ból? Brat? Bratowa? Jego

szwagierki i zaprosi ją na kolację do eleganckiej restauracji.

Opadła na poduszkę, wzrok wbiła w sufit.
- To samo co mebel w salonie? - Craig pokręcił smutno
starannie wypowiedziała trudne słowa. - Tato, przestań czytać
W końcu jego upór przyniósł rezultaty. Dostrzegł ją, jak wychodziła - jak na ironię - z Klubu 69. Podjechał do krawężnika i opuścił szybę.
do pakowania. - Dostałaś ją w prezencie od cioci?
Gwiżdżąc cichutko pod nosem, podążył w stronę kuchni. Nastawił
Gdyby nie napisała tego listu... Gdyby nie powiedziała
easyfinance offer now 1500 loan from trusted lender ładną sypialnię. - Dziewczynka spojrzała podejrzliwie na
choć nie chciała się do tego przyznać, widok Marka równieŜ ją ucieszył.
butach na obcasie? A może...
Patrzył na nią z niedowierzaniem, jakby borykał się z niezwykle

rękę.
Willow podążyła szybko za nimi, niosąc na rękach Mikeya.
czynny żal

mężczyzną, który najwyraźniej nie czuł prawie nic. Ona - kobietą,

- Co: ty i Brig? - spytała Cassidy jakby z oddali. Serce łomotało jej rozpaczliwie, mijały sekundy, a Angie toczyła

- Wszystko z tobą w porządku - Susanna sprawnie wypisywała
winna jest mu wyjaśnienie. - Chce się ze mną spotykać, a ja wciąż
czynników oficjalnych, i to po obu stronach granicy. Na mocy umów
unitedfinances offer only today i need a payday loan now from trusted company kościół w Guadalupe o tej samej porze? Przypadek czy coś więcej?
skórę. Zakreślił językiem obszar pępka, przewracając ją na plecy. Zadrżała. Zaczęło w niej wzbierać gorące pragnienie. Jej skóra płonęła. Cassidy nie była w stanie myśleć o niczym poza tym, że nieodparcie pragnie, żeby ich ciała się złączyły. Zsunął z niej majtki i cisnął je w kąt. Potem zdjął buty i dżinsy. Całował jej uda, pośladki, a potem przesunął się wyżej. Jego oddech był gorący, język wilgotny, a usta uparte. Zamknęła oczy i poczuła, że ziemia zaczyna pod nią wirować, kiedy całował ją w najbardziej zakazanym miejscu. Między jej nogami zaczęło się rodzić ciepłe, wilgotne pragnienie. Brig się poruszał, przyprawiając ją o zawrót głowy. Cassidy wygięła się niecierpliwie. Pragnęła czegoś więcej, czegoś, czego nie potrafiła nazwać. Oddychała nierówno i szeptała jego imię. Nagle znalazł się nad nią - nagi, gorący, twardy i spocony. Spojrzała mu prosto w błyszczące oczy. - Powiedz mi, żebym tego nie robił - błagał. Oddychał niepewnie. Zagryzł wargi. - Nie mogę. - Na miłość boską, Cassidy... - Brig, kocham cię. - Nie... Zawsze będę cię kochać. Jego twarz wykrzywiła się w męczarniach. - Cass... Nie mogę składać obietnic. Cholera. Powinni mnie za to zabić. Kolanem rozchylił jej nogi i poddał się pożądaniu, które widziała w nabrzmiałych żyłach na jego szyi. - Nie! - krzyknął, ale jego ciało robiło swoje. Zagłębił się w niej, przełamując barierę jej dzieciństwa, czyniąc z niej kobietę. - Nie! Nie! Nie! Na ułamek sekundy zaparło jej dech z bólu. Zrozumiała, że oddała mu nie tylko ciało, ale swoją dziewczęcość. Przywarła do niego. Poruszał się z początku wolno, doprowadzając ją do granicy wytrzymałości. Oddech wiązł jej w gardle. Jej umysł wirował niczym kalejdoskop. Oderwała biodra od ziemi, poddając się jego rytmowi. Pot stapiał ich ciała. Z ust Cassidy wychodziły jęki rozkoszy. Miała wrażenie, że świat kręci się coraz szybciej i szybciej. Nagle księżyc, słońce i gwiazdy nad stajnią rozprysnęły się w fontannę świateł, która zalała noc. Zadrżała, a on razem z nią. - Brig! Och, Brig! - krzyknęła, obejmując go i szepcząc głosem, który wydawał jej się obcy. Opadła wycieńczona na podłogę. - Cass... - Przeszedł go dreszcz. Opadł na nią, oddychając szybko i płytko. Ich pot zmieszał się. Brig objął ją opiekuńczo ramionami. Serce waliło mu jak oszalałe. Uniósł się na łokciach i wpatrywał się w nią umęczonymi oczami. Przełknął ślinę i odgarnął kosmyk włosów z jej policzka. Przez kilka sekund słyszała jedynie wycie wiatru, gwałtowne bicie własnego serca i krople deszczu, uderzające w dach i w ściany. Wtuliła się w Briga, opierając głowę na jego ramieniu. Jego mięśnie rozluźniły się. - O Boże, co ja zrobiłem? - Jego głos był szorstki. Czuł obrzydzenie do samego siebie. - Cholera! Niech to szlag! - Walił w podłogę wolną pięścią. - Brig...? Zachowywał się tak, jakby stało się coś złego, jakby był zły na samego siebie. Na nią. Wstał, chwycił swoje dżinsy i spojrzał na nią tak wrogo, że miała ochotę zapaść się pod ziemię. - Nie. - W jego słowach słychać było niesmak. Ubrał się. - Nie zasługuję na to, żeby mnie zastrzelić. Powinni mnie powiesić za jaja. - Kopnął z wściekłości snop siana. - Cholera, gdzie ja miałem głowę? - Brig... - Byłaś dziewicą - rzucił oskarżycielsko, jakby to było grzechem. - Ja... oczywiście... ja nigdy... Wiedziałeś... - Tak, ale mnie to nie obchodziło. Boże drogi! Szesnastoletnia dziewica! - Odchylił głowę i wpatrywał się w krokwie. - Jestem idiotą, Cassidy. Cholernym idiotą. - Znowu kopnął, tym razem puste wiadro na wodę. Potoczyło się, z hukiem uderzając o ściany. Konie zarżały nerwowo. - Cholera, taki błąd! - Błąd? - wycedziła. Podniecenie opadło. Zamiast niego pojawił się wstyd. Znalazła koszulę i się nią przykryła. Mogła się nie wysilać, bo i tak nie zwracał na nią najmniejszej uwagi. Wyglądał przez okno, marszcząc czoło na widok burzy. - Cass, nie chciałem. - Możesz sobie gadać. - To znaczy, to znaczy, chciałem i nie chciałem. - Już lepiej - warknęła dotknięta. - Ale to był błąd. - Cały czas to powtarzasz. - Rozsadzała ją złość i wstyd. - Bo wiem. - Co wiesz? Uśmiechnął się chłodno, otrzepał koszulę z siana i wsunął ręce w rękawy.
załatwiał je w inny sposób.
Serce jej załomotało. - Nie... nie mogę. - Dlaczego? Objęła się ramionami. Mimo upału trzęsła się z zimna, jakby był listopad. - Nie należał do mojego męża. - Jest pani pewna? Nie odezwała się, bo nie miała pewności. - O ile wiem, nigdy nie miał niczego takiego. Prawdopodobnie należał do... tego drugiego mężczyzny. Tego, który go trzymał. - Czy domyśla się pani, kto to jest? - spytał Wilson. - Sama chciałabym wiedzieć - odpowiedziała skwapliwie. Nie pozwoliła myślom przenieść się w inny czas i miejsce, ku innej miłości i błyszczącemu łańcuszkowi z medalikiem świętego Krzysztofa. - Bóg mi świadkiem, że chciałabym wiedzieć. Przeszli korytarz i wsiedli do windy. Zjechali na oddział intensywnej terapii. T. Johnowi nie udało się przekonać dyżurującej pielęgniarki i lekarza dyżurnego, żeby pozwolili im zobaczyć drugą ofiarę pożaru. Wyszli ze szpitala. W palącym popołudniowym słońcu, Wilson pokazał jej fotografię zwęglonego mężczyzny. Zobaczyła twarz w pęcherzach i spalone włosy. Zamknęła oczy, bo zebrało jej się na wymioty. - Już panu mówiłam. Nie znam go. A nawet gdybym znała, nie sądzę, to znaczy nie przypuszczam... - W porządku. - Głos Wilsona był współczujący, jakby jednak był zdolny do ludzkich uczuć. - Mówiłem, że to niemiły widok. - Ujął ją pod ramię i zaprowadził na parking, do służbowego samochodu. Spojrzał przez ramię w stronę skrzydła szpitala, gdzie mieścił się oddział intensywnej terapii. Pokiwał głową. - Biedny facet. Kto to, do diabła, jest? Część pierwsza 1977 1 Więc tak żyją bogacze. Brig McKenzie rzucił dżinsową kurtkę na siedzenie wysłużonego harleya davidsona. Mrużąc oczy w ostrym słońcu, spojrzał na wypielęgnowany trawnik, który tarasami pokrywał zbocze górskie, aż do olbrzymiego domu na szczycie. Każdy pas przystrzyżonej trawy okolony był kamieniami. Ciężkie od kwiatów krzewy róż zalewały ziemię kolorami i nasycały powietrze zapachem. Zielonego dywanu Buchananów nie szpecił żaden chwast, oset ani koniczyna. Posiadłości Buchanana nie dało się porównać z domem Briga - jednoizbowym barakiem, w którym mieszkał z matką i bratem. Za stopień służyła im ustawiona na cegłach skrzynka po pomarańczach, a żwirowy podjazd porastały wysuszone zielska i trawa. Kołyszący się przy oknie frontowym metalowy szyld, na którym czas odcisnął swoje piętno, zapraszał na wróżenie z dłoni i konsultacje psychologiczne u Sunny. Jego matki. Półkrwi Indianki Cherokee, półkrwi Cyganki. Najlepszej matki, o jakiej dziecko mogłoby marzyć. Przyglądał się domowi Buchananów i nie czuł zazdrości, która trawiła jego starszego brata Chase’a. - Na Boga, Brig, musisz to zobaczyć - mówił mu nieraz Chase. - To rezydencja. Prawdziwa rezydencja, pełna służących i kucharzy. Jest nawet szofer. Wyobrażasz sobie? W Prosperity, w stanie Oregon w Stanach Zjednoczonych, najprawdziwszy szofer. Chłopie, to jest życie. - Oparty o odrapany plastykowy stół kuchenny, wyszeptał: - Wiesz, dałbym się zabić, żeby mieć taką chałupę! Na Brigu to miejsce nie wywarło wielkiego wrażenia. Wiedział, że stary Buchanan też ma zmartwienia, z którymi musi sobie radzić. Brig wpatrywał się w masywną konstrukcję z szarego kamienia i cedrowego drewna, która była domem Reksa Buchanana. Trzy wysokie piętra, spadzisty dach, okna w kształcie łuków, ozdobne okiennice i tyle kominów, że nie można ich było zliczyć. Pomnik wystawiony królowi drewna. Buchanan był właścicielem niemal wszystkiego i wszystkich w mieście i, zdaniem matki Briga, prawie bogiem na ziemi. Ale matka Briga mówiła wiele dziwnych i tajemniczych rzeczy, które go niepokoiły. Nie wierzył w astrologiczne bzdury, choć niejedna przepowiednia Sunny McKenzie sprawdziła się. To było niesamowite i przyprawiało go o gęsią skórkę. Nie chciał myśleć o swojej pięknej matce, którą mąż porzucił wkrótce po jego narodzinach. Wolał skupić się na niezmierzonych hektarach ziemi, która należała do Buchananów. Ogromny obszar był podzielony białymi płotami na mniejsze pola, na których suchą trawę skubały konie, sądząc po wyglądzie, w większości rasowe. Ich brązowa, czarna, srebrna i kasztanowa sierść lśniła w późnopopołudniowym słońcu. Zwierzęta ogonami opędzały się od much. Niepewnie stojące na nogach źrebaki usiłowały naśladować matki i skubały wyblakłą od słońca trawę.
Ostatnią rzeczą, której potrzebowała teraz Milla, było
unitedfinances provides smart solutions to fast payday loans no credit check from trusted lender - Ale... dlaczego? - w głosie mężczyzny zabrzmiało bezbrzeżne
an43
wyciągała kartę kredytową, nie licząc się z kosztami.
357
siebie nawzajem i wszystko było takie nowe, takie intensywne i takie
www.samochodempopolsce.pl

©2019 www.capite.w-robota.cieszyn.pl - Split Template by One Page Love